Amerykańska rodzina - 1995 Tłumaczenie: Meliana Źródło: Spin Green Day może i jest grupą zadufanych w sobie punków z platynowym rodowodem, ale, jak odkrywa Craig Marks, niewiele rockowych kapel podchodzi bardziej poważnie do swoich ideałów. Szczególnie, że teraz wychowują swoich własnych zadufanych punków.
Banner, który wita przyjezdnych na nieskazitelnie czystym, szwedzkim lotnisku Gothenberg głosi: “Witamy w parku rozrywki Liseberg Arena: Tak dużo radości.” Obiecana radość, pomimo, że stanowi na przykład zagubiony bagaż, nie wydaje się robić problemu. Billie Joe Armstrong, 23 letni gitarzysta i wokalista, grający dla grupy amerykańskich bachorów siedzi sam na betonowym brzegu schodów, na dalekim krańcu Parku Rozrywki Liseberg Arena. Wilgotna sala koncertowa, która w przeciągu godziny zapełni się nieskalanymi blondynkami pogującymi dla swoich punk rockowych bohaterów - Green Day, jest teraz niesamowicie stateczna, oszczędzono jej dudniącej ścieżki perkusji.
Armstrong jest znudzony. Kurewsko znudzony. “To gówno jest nudne”, tak to określa. “Ludzie nawet nie wyobrażają sobie jak nudne może być życie w trasie.” kontynuuje, głównie ze znudzenia. “Oczekują kopców kokainy, czy niewiadomo czego”. Patrzę jak Armstrong ostrożnie wypuszcza kropelkę śliny znad dolnej wargi w kierunku ziemi, a póĄniej wciąga ją z powrotem, zanim ta nie osiągnie podłoża. Powtarza tą obrzydliwą zabawę bez końca, wyłącznie dla własnej rozrywki.
Stosownie do swojego stanu ducha, Armstrong jest ubrany cały na czarno - czarny kaszmirowy sweter, czarne Dickies’y “mam te spodnie od czterech lat” chwali się, i parę czarno-czarnych Conversów. Jego 5′7″ calowe ciało, pomniejszone jeszcze przez bezustanne garbienie się czyni go delikatnym i dostępnym, wzbudza nawet chęć przytulenia. Prosty, srebrny wisiorek z gitarą, wzięty jako talizman oplata mu szyję. Aktualnie jest tlenionym blondynem, ale miałbyś wrażenie, że odcień jego włosów może świadczyć (równie szybko jak zbrzydnąć) o jego nastroju.
Walcząc z przeziębieniem kontynuował trasę autobusem ze Sztokholmu do Gothenberga “Może to dlatego, że 15 dzieciaków pluje na ciebie każdej nocy” droczy się z nim jego przyjaciel Ben Weasel z otwierającego przedstawienie Riverdales - Armstrong bawi się łańcuchem, gapi w sufit, i znowu bawi się swoją śliną. Jego zwyczajny wyszczerzony uśmiech jest teraz zauważalnie nieobecny. Ze swoją żoną Adrienne i ich 10 miesięcznym synem Joey’em, którzy niespodziewanie dołączyli do niego na parę dni, swoimi przyjaciółmi i członkami zespołu, także 23 letnimi, Mike’m Dirntem i Tré Coolem, łażącymi po parku rozrywki w ciągłej mżawce, Armstrong wygląda na zagubionego, jak jeden z tych przerażonych maluchów oddzielonych od rodziców w supermarkecie.
Rok, lub więcej, bycia szturchanym, drapanym, paradowania jako dzieciaki z punk rockowego plakatu musiało zostawić jakąś bliznę, dlatego Insomniac, energetyczna kontynuacja ich przełomowego albumu Dookie, prezentuje nam stwardniałych Armstronga i resztę Green Day. Jest nie mniej skoczny niż Dookie, ale namacalnie bardziej posępny, jakby ktoś spróbował Hawaiian Punch. Teksty jak “The world is a sick machine/ Breeding a mass of shit” (”¦wiat to chora maszyna, płodząca masy gówna”) czy “Class structure waving colors / Bleeding from my throat” (Falujące kolory struktur społecznych / spływają krwią z mego gardła”) raczej nie powinny być bazgrane na luĄnych kartkach z tyłu w zeszytach dziewiątoklasistów.
“Wszystko stało się tak dezorientujące.” przyznaje Armstrong “Jak tylko pozbędziesz się problemów takich jak niestabilność finansowa, zyskujesz coś zupełnie innego. Nie chcę niczyjego współczucia. Chcę tylko zrozumienia.”
Mike i Tré w końcu wychodzą ze strug deszczu i zespół i ja wskakujemy do vana i jedziemy do pobliskiej kafejki, żeby coś zjeść. Momentalnie Armstrong powraca do życia zachwalając ulubiony fanzine z Bay Area pod tytułem Cometbus, wyszczególniając okładkę płyty Insomniac, “Nie ma na tu naszego zdjęcia” chwali się “ludzie wiedzą jak my kurwa wyglądamy” i śmieje się ze swoimi starymi kumplami z wcześniejszego sztokholmskiego festiwalu plucia.
Przywiązanie jakie wykazują wobec siebie poszczególni członkowie zespołu przywodzi mi na myśl kocięta z tego samego miotu, które z radością liżą się wzajemnie by się wyczyścić. Green Day kończy wzajemne wyśmiewanie się ze swoich kutasów, obrażanie swoich rodziców i dzielą tę samą, głośną, elektryczną maszynkę do golenia, która powoduje natychmiastowe Ąle ogolone smugi. “Żaden pojedynczy członek Green Day nie jest ważniejszy niż pozostali.” mówi Armstrong skromnie, i w czasie, który spędziłem na poznaniu ich mam niewielkie powody, by wątpić jego szczerości. Rock-n-rollowe kamraderie nie są oczywiście niczym nowym, oczywiście Led Zeppelin, najsławniejsi, dzielili ze sobą znacznie więcej niż maszynkę do golenia, ale to Krazy Glue trzymał grupę razem, kiedy inni w latach 90′ mogliby się rozlecieć na szwach.
Ciężko uwierzyć, że osiemnaście miesięcy temu Green Day był kapelą otwierającą koncert w drugiej części trasy Lollapalooza. Mają na to jednak niezłe wytłumaczenie “Zostaliśmy w to wkręceni przez naszego menedżera.” Mówi Dirnt. Kapela poleciała samolotem z Lolla, by zagrać na drugiej scenie na Woodstock’ 94, a reszta to, jak mówią, czyszczący dodatek. Green Day szybko przeniósł się z klubów nocnych na hokejowe lodowiska utrzymując bilety i koszulki śmiesznie tanie, bez potu i testów na Capitol Hill. Darmowy koncert w godzinach popołudniowych na przedmieściach Bostonu został przerwany kiedy przybyło grubo ponad 40,000 więcej fanów niż oczekiwano. MTV, niezadowolone z bezustannego puszczania 3 klipów kapeli, bezustannie puszczało godzinną relację z koncertu z Chicago. Green Day zamówił dziwaczne Pansy Division, jako otwierającą grupę, dla ich trasy, a póĄniej pomogła zastąpić ich, kimś jak inne zespoły z wytwórni Lookout!, jak jak Tilt i Riverdales. Na jesieni powstał soundtrack do Angusa. PóĄniej przyszedł Saturday Night Live i szokujący koncert na Madison Square Garden, gdzie Billie rozebrał się do naga. I, o tak, Billie i Adrienne pobrali się w lipcu 1994 roku i urodził im się syn Joseph Marciano Armstrong; Tré i jego dziewczynie Lisei urodziła się córka Ramona i pobrali się wiosną 1995 roku, a Mike zaręczył się z Anastasią, swoją dziewczyną od trzech lat. Kupili skromne nowe domy, zaproponowali, by wyrzucić ich menedżera i reperezentować się na własną rękę i walczyli dzielnie, aby nie stracić poczucia kim są i skąd pochodzą.
Romantyczna opowieść o trzech lub czterech chłopakach dorastających w tym samym sąsiedztwie, wyganianych ze szkoły, czujących zagubienie i generalnie niezadowolenie, trzymających gitary, robiących rakiety, którzy wychodzą w świat, chuliganią, i czynią to czymś wielkim, jest kwintesencją rockowej wiedzy i jest esencjonalnie angielska. The Beatles, Stones, Who i Clash, wszystkie posiadały wspólną cechę, pełnego młodości chłopaka krzyczącego “my przeciwko światu”, zakładającego sekretny klub wymagający znajomości hasła, rytuału inicjacji i wielkim napisem “Wstęp wzbroniony” przyklejonym do drzwi tego klubu. Green Day, jak ich sąsiad Rancid jest często oskarżany o kradzież dialektów i popowych brzmień z brit-punka lat 70′. Ale to co zaczerpnęli to raczej nie brzmienie tego okresu, ale duch wierności klasie pracującej i esprit de corps. W czasach kiedy bezduszne pseudo alternatywne kapele zatykają fale powietrzne, a Internet służy za społeczność, łatwo zrozumieć dlaczego tych trzech zadzierających nosy popierdoleńców z Berkeley, Kalifiornia, ukradło nasze wspólne nastoletnie serce.
Potrzeba nastoletniego serca by poruszyć inne nastoletnie serce, a Green Day, w szczególności na scenie, jest wrakiem człowieka o szalejących hormonach. “Nie lubię być taki super poważny cały czas.” bagatelizuje Armstrong. “Ale teraz ludzie oczekują, że ściągnę moje spodnie i zacznę zabawiać się moim penisem przed ich twarzami, tylko dlatego, że słyszeli o tym na MTV.”. Oczywiście, póĄniej tego wieczora, Armstrong robi dokładnie to samo, ku wielkiej uciesze tłumu, i ku konsternacji jednej z fanek, która była zmuszona do wciągnięcia tych majtek z powrotem. Tré, który kiedyś uczęszczał do szkoły klownów prowadzonej przez Wavy Gravy (Woodstock 69′ MC), zachowuje dobrą twarz, początkowo upadek a la Cheve Chase natychmiastowo zamieniając swój wokal w pokazowy bis, “Dominated Love Slave”. A Dirnt, kiedy akurat nie robi z siebie dzikiego kretyna, wesoło uderza swoją głową w mikrofon podczas okazjonalnych chwil ciszy w koncercie.
Tłocząc się na około stolika w hałaśliwej kafejce, w przypadku Armstronga sącząc filiżankę gorącej, ziołowej herbaty, rzeczy wydają się w jakiś sposób bardziej stonowane, chociaż Tré upiera się przy założeniu hołdu w stronę jego skandynawskich fanów poprzez wdzianie srebrnego, plastikowego hełmu Wikingów, na szczycie którego znajdowałyby się rogi. Czasem trudno uwierzyć, że Tré i Armstrong mają żony i dzieci, albo, że Dirnt hajtnie się w sierpniu. Jednak kiedy Armstrong wyciąga portfel i pokazuje zdjęcie Adrienne i portret Joey’a rozrabiającego w biało-czarnej muszce w paski, zdajesz sobie sprawę, że, do diabła, może rzeczywiście wszystko czego potrzebujesz to miłość. “Mogę być niedojrzały, ale jestem odpowiedzialny.” mówi Armstrong, i ta iskra w jego oku, kiedy łapię go na przypatrywaniu się tym zdjęciom rozprasza jakiekolwiek wątpliwości jakie mógłbym mieć. W głębi, członkowie Green Day nie pożądają niczego więcej niż zbudowania dla siebie, swoich żon, dzieci rodzaju rodziny, do jakiej tęsknili przez całe życie.
“Wiem jak to jest być dzieciakiem.” mówi Armstrong. “Bycie dzieciakiem jest chujowe. Ostatnią rzeczą jaką pragnę dla Joey’a jest to, by znano go jako mego syna. Wolałbym trzymać magazyny i sławę z dala od niego. To będzie niemożliwe, ale uważam, że to ważne by rozwijał swoją własną tożsamość. Pozwolę mu popełniać własne błędy. Chciałbym być po prostu normalnym tatą.”
Armstrong bierze głęboki oddech. “Bycie rodzicem to najtrudniejsza rzecz jaką musiałem zrobić przez całe moje życie. Jestem zupełnie nieśmiały cały czas, upewniam się ciągle czy nie krzyczę przy Joey’u, próbuję tworzyć dla niego rodzaj dogodnej atmosfery. Nie jestem do tego przyzwyczajony. Zazwyczaj jestem taki ‘arrrghhh’.”
“Ta” piszczy Tré, którego Ramona właśnie skończyła 11 miesięcy. “Teraz nie możesz wyciągnąć broni i strzelić do telewizora tylko dlatego, że nie podoba ci się aktualny program, bo dziecko może akurat spać”.
“Staram się robić swoje.” Mówi Armstrong. “Wiesz, do tego potrzeba dwójki, mamy i taty. Adrienne to wspaniała mama. Matki mają najgorszą robotę na całym świecie. I nigdy nie zdawałem sobie z tego sprawy dopóki nie zostałem ojcem. Nie obchodzi mnie co robisz i jaka jest praca, na którą narzekasz. Spróbuj być matką. Nie wytrzymasz jednego pieprzonego dnia.”
“Do tego potrzeba więcej niż siły fizycznej” dziwi się Dirnt “Do tego potrzeba emocjonalnej i duchowej siły, której, moim zdaniem, mężczyĄni nie posiadają.”
Armstrong i Dirnt, przyjaciele od piątej klasy, byli wychowywani tylko przez matki. “Jestem typowym przykładem dziecka trzymanego pod kluczem.” mówi Armstrong, najmłodszy z szóstki dzieci. “W czasie kiedy moja mama, która urodziła mnie kiedy miała 40 lat, wpadała by mnie wychowywać, robiła mniej więcej tak “Rób jak chcesz, mam dość bycia surową cały czas.” Tato Armstronga, który był wędrownym muzykiem jazzowym zmarł na raka, kiedy ten miał dziesięć lat. Pozostawiony samemu sobie, Billie spędzał większość czasu na bazgraniu piosenek ze swoim nowopoznanym przyjacielem Mike’m (”Na początku nie lubiliśmy się nawzajem” przyznaje Dirnt “bo oboje byliśmy klasowymi clownami”) lub przesiadując w Rod’s Hickory Pit w Valleyo, gdzie pracowała mama Billiego. “Jest kelnerką od momentu kiedy ukończyła 16 lat” mówi Armstrong. “Jest w tym nadal cholernie dobra” mówi Dirnt z podziwem.
Dwaj chłopcy dorośli 15 mil na północ od Berkeley w Rodeo, które, pomimo snobistycznej nazwy, jest typem gównianej mieściny, gdzie bierzesz gitarę z nadzieją, że uda ci się dzięki niej stąd wyrwać. Dirnt, wcześniej Michael Pritchard, żył w biedzie, urodzony przez uzależnioną od heroiny kobietę, póĄniej został adoptowany przez Afroamerykankę i białego ojca. Kiedy Dirnt miał siedem lat, jego adopcyjni rodzice rozwiedli się i Dirnt krążył pomiędzy tą dwójką, w końcu zdecydował się pozostać z matką i starszą siostrą. To też było krótkotrwałe, ponieważ Dirnt szybko postanowił się usamodzielnić, wykonując garść różnych zawodów, pracując również we wcześniej wspomnianej Rod’s Hickory Pit jako kucharz.
Zamiast narzekać i użalać się nad ich finansowymi możliwościami, Dirnt i Armstrong lubowali się w ich robotniczych korzeniach i całej etyce pracy, która się z tym wiąże. Cała trójka wybucha kiedy pytam ich czy nadal uważają się za klasę pracującą. “Ja zdecydowanie wypracowałem swój tyłek” mówi Dirnt “Pracujemy super ciężko, tylko po to, żeby nie musieć pracować.” uzupełnia Tré “Dodajemy sobie poważną ilość pieprzonych godzin, po to, by zostać uznanymi za próżniaków.”
Ta pogarda dla “próżniaków” osiąga szczyt, kiedy wchodzimy na temat Berkeley, California. Domu Gilman Street Project, najważniejszego, ponad wiekowego, punk rockowego klubu nocnego i wspólnoty, która była epicentrum wszechświata Green Day do Dookie, Berkeley, jest także miasteczkiem uniwersyteckim gęsto zaludnionym aktywistami i godnymi zaufania próchniakami.
“Szczerze mówiąc to kurwa nienawidzę studentów” parska Armstrong “bo mogli iść na studia, zdobyć wykształcenie, żyć w akademikach, i mieć darmową jazdę na koszt rodziców. Jestem też zazdrosny, bo nigdy nie miałem możliwości, żeby się uczyć. Napisałem piosenkę pod tytułem “Brat” na nowy album, jest o czekaniu na śmierć rodziców, aby dostać pieniądze z ubezpieczenia, którą” twierdzi “mój syn sam zaśpiewa pewnego dnia.”
Kolejna nowa piosenka z Insomniaca, “86″ zamyka rozdział słodko-gorzkiego związku kapeli z klanem punkowych purystów, których zrzesza Gilman Street. “To coś jak rozmowa jaką miałem z kimś kiedy wróciłem do Gilman ostatniego grudnia”, mówi Armstrong, “podbiegłem do tego mojego starego przyjaciela, a jedyne co on mógł powiedzieć to ‘wow, co ty tu kurwa robisz?’” Armstrong, który z przyzwyczajenia zaczyna piosenkę zaimkiem osobowym, tu przyjmuje nieczułą postawę swego przyjaciela “Co cię tu sprowadza?” śpiewa “Zgubiłeś coś kiedy byłeś tu po raz ostatni? / Już nigdy tego nie znajdziesz / Jest zakopane głęboko z twoją tożsamością / Więc stań z boku i pozwól przejść następnemu/ Nie pozwól, by drzwi kopnęły cię w tyłek.”
Jeśli znana niebieska gitara Armstronga, zakupiona przez jego matkę kiedy miał 11 lat, była biletem wydostającym go z Rodeo, to Gilman Street było idealnym celem podróży. “Uratowało mnie przed mieszkaniem w rafineryjnym miasteczku przez całe moje życie. Wszystko co teraz posiadam, w pewnym stopniu zawdzięczam całej tej scenie.” To tam, Armstrong i Dirnt, poszukując nowego perkusisty, połączyli się ze stałym gościem Gilman Street, Tré Coolem.
Tré Cool, urodzony jako Frank Edwin Wright III, dorastał w górach Mendocino, gdzie jego ojciec, wietnamski weterynarz, wychowywał go i jego dwójkę rodzeństwa. Tato Tré wybudował sporo domów w okolicy, włączając ten Lawrence’a Livermore’a, najbliższego sąsiada Tré i założyciela oryginalnej wytwórni Green Day’a, Lookout! W wieku 12 lat, Tré dołączył do pop-punkowej kapeli Livermore’a The Lookouts, nagrał album i zaczął koncertować regularnie w Gilman. Kiedy John Kiffmeyer, perkusista Green Day, debiutujący na 39 Smooth opuścił kapelę, Tré, z błogosławieństwem Livermore’a wskoczył na pokład i nowa kapela od razu stała się ulubieńcami Gilman. Wraz z wydaniem Kerplunk, trasą przez cały kraj, czy Europę, popularność grupy zaczęła wzrastać i to okazało się niewybaczalnym błędem w oczach zagorzałych i ograniczonych tłumów Gilman. Kiedy, w 1993 roku, Green Day przeskoczył z Lookout! do Warner Bros. powiązanych z Reprise Records nie byli już dłużej mile widziani w tym “domu z dala od domu”.
“Naprawdę nie mogę tam już wrócić,” mówi Armstrong, jego głos jest jednakowo przepełniony żalem, złością i zrozumieniem. “Będę marzył o tym przez resztę mego życia, ale wszystko teraz wygląda inaczej.”
Zdecydowanie. Trzy prawie doskonałe single z Dookie “Longview”, “Basket Case” i “When I Come Around” i towarzyszące im klipy wyreżyserowane przez Marka Kohra prezentują odważną, utrzymaną w jasnej kolorystyce alternatywę dla widowni, którą zaczynała męczyć już rozmokła szarość i przejadły smutek grunge’u. Jak The Beatles, których młodzieńczy urok ożywił Amerykę zdewastowaną dzięki perfekcyjnej celności Lee Harvey Oswalda, kreskówkowe okaleczenie Green Day’a pomogło uwolnić kult Kurta Cobaina stworzony dzięki jego palcu na spuście. Jak pokolenie wcześniej Ramones, tak teraz Green Day uczynił rock&roll znów popularnym, znajdując zabawę w ich własnych niechętnych samym sobie, przywiązujących niewielką uwagę zaprzęgach licealistów. Jednak, w przeciwieństwie do Ramones, Green Day sprzedał ponad 8 milionów kopii Dookie.
“Pytanie, które ostatnio często nam zadają” gdera Dirnt “to ‘ile pieniędzy zarabiacie’ Kiedy byłem młodszy, to zadałem to pytanie przyjacielowi mojej mamy. Moja mama wzięła mnie na bok, dała mi w twarz i powiedziała “Nie zadawaj tego pytania, to nie twoja sprawa.” Oczywiście, że zarabiamy pieniądze. Zarabiamy mnóstwo pieniędzy. I naprawdę uspokaja mnie myśl, że kupiłem mamie dom i moje młodsze siostry nie muszą już mieszkać w przyczepie.”
Armstrong, jako najważniejsze ogniwo zespołu, wycierpiał najwięcej przez dezorientację nagłym gwiazdorstwem. “Spieprzoną rzeczą w byciu sławnym i posiadaniu pieniędzy jest to, że jeśli na coś narzekasz ludzie reagują mniej więcej tak ‘Czego kurwa narzekasz? Nie musisz pracować, nie musisz się przejmować pieniędzmi ani tym, gdzie będziesz mieszkał.’. Czuję, że nie mam nikogo komu mógłbym zwierzyć się z moich frustracji, bo nikt mnie nie zrozumie.
Owe frustracje znajdują odniesienie w tekstach na Insomniacu. Jest to często chłodna riposta na lekką, chwytliwą, prześmiewczą żywiołowość Dookie. “Jest dużo cięższa, dużo szybsza, dużo bardziej gniewna niż Dookie” mówi Robert Cavallo, kto, wspólnie z kapelą, pracował nad Insomniac’iem przez ponad sześć tygodni w okresie pomiędzy lipcem, a sierpniem. “Nie ma żadnego “When I Come Around” na tym albumie, to na pewno.” Chociaż Armstrongowe melodie są równie entuzjastyczne jak zawsze, a Insomniac brzmi nawet bardziej kiepsko niż jego poprzednik, narastający ból przeszłych kilku lat jest wyczuwalny na tej płycie.
WeĄmy na przykład “Armatage Shanks”, pierwszy kawałek na Insomniacu. “Kiedy napisałem tą piosenkę” mówi Armstrong “to było chwilę przed tym jak wyszedł Dookie, czułem się wtedy naprawdę dziwnie z samym sobą. To było coś jak, ‘cholera, czy ja naprawdę chcę to zrobić?’ dużo czasu myślałem o samobójstwie, jak łatwo jest zabić się, a jak ciężko zostać przy życiu. Zrywałem właśnie ze swoją ówczesną dziewczyną, totalnie zbuntowaną punkrockówą, której nie podobało się, że jestem w dużej wytwórni. Przeprowadziła się do Ekwadoru, mówiąc, że nie może żyć w świecie z McDonaldsami i tak dalej. Rozpieprzyło mnie to całkiem nieĄle.
Utrata niewinności podsyca bunt na Insomniacu. Podczas gdy wcześniej kapela mówiła swobodnie, nawet chętnie o ich zamiłowaniu do alkoholu i narkotyków, ich słowa stają się teraz wyważone i ostrożne, na co dowodem może być pierwszy singiel “Geek Stink Breath” brutalny obraz życia zniszczonego przez amfetaminę. “To obrzydliwa piosenka dla obrzydliwego narkotyku” mówi Dirnt “Mamy wielu przyjaciół uzależnionych od speedów. Są tak pokręceni, stary, to bezsensu.”
Sadystyczny pomysł klipu o wizycie-u-dentysty-prosto-z-piekła był Armstronga. “Billie Joe zadzwonił do mnie pewnego dnia” przypomina sobie Mark Kohr, reżyser klipu, “i powiedział, że jego przyjaciel z problemem z narkotykami miał mieć wyrwany ząb i Billie zastanawiał się czy ja mógłbym to nagrać.” Po obejrzeniu klipu kapela nie była do końca zadowolona. “Ciągle pytali mnie czy nie da się załatwić więcej krwi.” śmieje się Kohr.
Armstong, który już nie zażywa amfetaminy, nie zgadza się na dołączenie moralnej wagi do “Geek Stink Breath”. “Ona nie jest ani naprawdę za, ani naprawdę przeciwko niej. Ona tylko opisuje stan umysłu i destrukcyjny wpływ jaki wywarła na mnie osobiście” Początkowa ucieczka w narkotyki mimo wszystko wciąż rezonuje. “Lubiłem speedy, bo chciałem trochę paliwa rakietowego. Chciałem myśleć. Taka jest różnica pomiędzy nami i sceną grunge: My chcieliśmy być szybsi.” Jak nauczył się Green Day, życie potrafi iść nawet za szybko, na speedzie, bądĄ nie. Mike Dirnt podwija swoja koszulę ukazując dramatyczny tatuaż węża owijającego się wokół sztyletu wpisanego w słowo ‘brat’. “Jason miał taki sam” mówi Dirnt. “Swój zrobiłem po jego śmierci, aby uczcić jego pamięć.” Dirnt mówi o Jasonie Andrew Relvie, którego fatalny wypadek samochodowy zainspirował piosenkę “J.A.R.” z soundtracku z Angusa. “Jechał 95 mil na godzinę” wspomina bez emocji Dirnt “myślę, że popełnił samobójstwo.”
“J.A.R.” ma także związek z niedawnym rozłączeniem się kapeli z ich menedżerami, Eliotem Cahnem i Jeffem Salzmanem, którzy zaczęli reprezentować Green Daya niedługo po wydaniu Kerplunka. Tamtego lipca rozdrażnieni nieustannymi plotkami, że Cahn i Salzman sprzedali “J.A.R.” dla wpływowej rozgłośni KROQ z Los Angeles, przed jej oficjalnym wydaniem, po to by zyskać wpływ nad kapelami w ich nowo otwartej wytwórni 501, Green Day podpisał zwolnienie Cahn-Man. Większość ludzi wewnątrz przemysłu utrzymuje niewinność Cahna i Salzmana odnośnie odsprzedania piosenki radiostacji, ale przyznaje, że ta para, której czas podzielony jest między zarządzanie, prawo, a teraz także obowiązki wobec nowej wytwórni, mogli nie wypełniać ich głównych obowiązków jako menedżerów Green Day’a. Według prawnego rzecznika Cahn-Mana, dnia 29 sierpnia Cahn i Salzman złożyli w sądzie pozew o nielegalne złamanie kontraktu, żądając 165,000$ rekompensaty. (Prawnik Green Day’a nie odpowiedział na propozycję wywiadu dla SPIN.)
Green Day dumnie uważają się teraz za swój własny zarząd, z byłym technikiem od gitar z dreadami Randym, zachowującym się jak ich łącznik. To trochę buntownicze, można by powiedzieć naiwne, aby utrzymywać ich życie i karierę przez ich samych, po to, by móc na nowo przybić tabliczkę ‘wstęp wzbroniony’ na drzwiach klubu. “Jedyna trójka ludzi, która wie co jest najlepsze dla Green Day’a, to ja, Billie i Tré” mówi Dirnt. Sentyment powtarza się jak echo przez jego kumpli z zespołu. “Wiemy, że czasem jedyne co naprawdę mamy to siebie” konkluduje Armstrong. “To nasza trójka i to co dostajesz.”
Dwa dni póĄniej na ich przepełnionym koncercie w Sporthalle, w Hamburgu, w Niemczech, zostaję grzecznie poproszony o to, by nie zapuszczać się za scenę. Adrienne i Joey przyjechali, tak samo Lisea i Ramona, i faceci i ich rodziny powinni mieć trochę czasu dla siebie. Mają nadzieję, że zrozumiem. Czego tu nie zrozumieć?
Green Day zagrali całym sercem tego wieczoru. Blisko punktu, gdzie nie ma już powietrza, Arstrong, Dirnt i Tré wyrzucili w powietrze piosenki ze swoich wszystkich czterech dotychczasowych albumów, w dodatku zagrali kilka akordów z “Survivor”, “Eye of theTiger” i “Geek Stink Breath” brzmiący jak grzmot i hity z Dookie grożące ścięciem dachu.
Armstrong jest bliski delirium, pędząc z jednego brzegu sceny do drugiego, skacząc w powietrze jak Angs Młody w długich spodniach, żując swoje ręce w udawanym stresie, zachęcając tysięczną i tak już entuzjastyczną publiczność. Mgła, która spowijała Armstronga, rozwiała się, dzisiejszej nocy, jest oczarowany hałasem i uwielbieniem, przepełniony radością z grania głośno, szybko wraz ze swoimi najbliższymi przyjaciółmi. A z platformy świetlnej, daleko, z tyłu areny, Adrienne uśmiecha się i cieszy.
Craig Marks
|