Artykuły

Prasa > Artykuły


Kerrang! - 1996
Cześć! Jesteśmy w Australijskim Brisbane, gdzie na zewnątrz luksusowego, nadmorskiego apartamentu prażymy się w słońcu. Basista Green Day’a Mike Dirnt wyszedł chwiejnym krokiem do hotelowego ogrodu, po czym wylał zawartość butelki wody mineralnej na swą głowę. “Płonę!” krzyknął i podszedł uścisnąć nam ręce. Green Day to śmieszni i przyjaĄni ludzie. Można włożyć między bajki opowieści o uciążliwym i upierdliwym trio. Mike, Tré i Billie mało nie pozabijali się nawzajem, podczas naszego powitania. To tyle o tej punk-rockowej kapeli z Berkeley.
Można było się domyśleć, że chłopaki są zbyt zmęczeni na spotkanie w potwornym Australijskim upale. Zresztą właśnie wrócili z nużącej podróży samolotem na małą indonezyjską wyspę która leży dwie godziny na północ od Jakarty. Są zresztą nieĄle spóĄnieni na samolot do Sydney. Grupa spędziła kilka dni na rajskiej wyspie próbując wypocząć w środku kolejnej światowej trasy. Nie obeszło się bez problemów: Mike spędził za dużo czasu na słońcu i zjarał się jak frytka.
Z drugiej strony, wyprzedano już wszystkie bilety na koncerty w najbliższych dniach. Green Day jest niezwykle popularny w Australii. Wszystkie bilety zostały wyprzedane w ten sam dzień w który trafiły do sprzedaży. Jednak mimo tak wielkiego sukcesu Green Day nigdy nie stanie się częścią wielkiej komercyjnej machiny, choć utkneli w nim jak dżazga w…. tyłku.
Zielone włosy Tré to już przegięcie dla snobistycznych gości kręcących się po barze. Billie próbuje się dowiedzieć co stało się z najlepszym australijskim punkowym zespołem The Sains i śmieje się przypominając sobie kłopoty podczas kręcenia klipu do nowej piosenki “Geek Stink Breath”. ¦wiatło użyte podczas kręcenia teledysku oślepiło chłopaków tak bardzo, że obijali się o ściany jeszcze parę godzin po zakończeniu zdjęć.
Zabawna atmosfera utrzymywała się nadal. Kiedy fotograf magazynu Kerrang! ustawił zespół do zdjęcia któryś z muzyków zapytał: “Jakby to zrobili Rancid?” po czym chichocząc rozpostarli ramiona nad czubkami głów naśladując swych kolegów po fachu z Rancid. Potem wyszli na przeciw zdezorientowanego ochroniarza który ze zdziwieniem patrzył jak Tré chwyta za głowę Mike zozstawiając na niej pare gustownych, zielonych pasemek. Ten drugi zresztą poczuł się już lepiej po nieco zbyt intensywnych “kąpielach słonecznych”. Popatrzył w górę na zachmurzone, burzowe niebo. “Mam nadziejże, że będą pioruny! Muszę złapać się czegoś metalowego” Po czym zaczął udawać trafionego błyskawicą trzęsąc się “Ej, nie spałem od dwóch lat! N-n -nieeee m-m-m-ożesz w-w-wiedzieć co to za uczucie!”
Green Day miał ogromnie pracowity tydzień. Pare dni wcześniej występ w stolicy Indonezji Jakarcie zamienił się w niezłe bagno, gdy policja i ochrona usiłowała zapanować nad zbuntowanymi fanami, którzy nie mogli dostać już biletów. Billie ma własną wersję: “Zrobili zadymę bo nie podobała im się fryzura Mike’a” -żartuje.
Tak, mimo raczej obojętnego przyjęcia “Insomniac’a”, w porównaniu do multiplatynowego “Dookie’go” dzieciaki nadal szaleją za Kalifornijskim trio. Tysiące osób zablokowało drogę, kiedy zespół podpisywał płyty w muzycznym sklepie w Sydney. Tłum był tak głośny, że Mike musiał walić w mikrofon, aby uciszyć wzburzenie i stać się słyszalnym. Billie Joe wybrał inny sposób: napisał “zamknąć się” na ekranie jednego z zielonych telewizorów stojących pod ścianą, za zespołem. Następnie pomazgrał jeszcze kilka innych telewizorów tworzących telebim. Tré podniósł Mike’a i wrzasnął “Chciałbym wykompać twoją babcię!”
Dziewczyny krzyczały jeszcze głośniej.
Jeden z fanów noszący koszulkę Offspringa i z punkową fryzurą na głowie, który podszedł po autograf był zbyt dobrym celem, aby wypóścić go tylko z podpisaną płytą.
Mike postawił pierwszy krok rysując anarchię na jednej stronie, jego wygolonej po bokach głowie. Billie Joe dokończył dzieła po drugiej stronie. Dzieciak wyszedł z tamtąd wytatuowany jak jeden z członków Slayer’a Kerry King i z niemałym zakłopotaniem widocznym na twarzy. Huuuh, fajnie.
Po powrocie do hotelu nadszedł czas na rozmowę o najsłynniejszej punkowej grupie świata. O kim może być mowa jeśli nie o “Sex Pistols - jednej z pierwszych i najlepszych kapel z wszystkich.
“Mam tylko nadzieję, że mają jeszcze swoje stare ciuchy, jeśli wogóle jeszcze są w stanie je na siebie założyć” śmieje się Tré.
“Tak, Johnniemu Rottensowi się odrobinę przytyło”
Jeśli Sex Pistols są tacy starzy i poważni jak sugeruje trio z Berkeley to kto trzyma pałeczkę punk-rocka w sztafecie dziejów, teraz w roku 1996 ? Czyżby tylko Green Day? Billie tak nie uważa:
“Myślę, że całe to pieprzenie o ponownym narodzeniu się punk rocka to bzdury. Sześć czy siedem lat temu ludzie bali się używać słowa na “p” . Chcieliby widzieć Jam spowrotem w 1977, kiedy to prawdopodobnie otwierali koncerty Pink Floyd i wszyscy ich nienawidzili”. “Ci ludzie przegapili lata 80-te, gdy punk-rock był w podziemiu” mowi Tré “To czas gdy świetne zespoły jak Nomeansno, Minor Threat czy Dead Kennedys podróżowały po świecie w swych vanach. Punk był tylko czteroliterowym wyrazem przez długi czas”. “Wybrałem ten styl życia” mówi Billie. “Kiedy zaczynaliśmy grać punk-rocka gatunek ten był całkowicie niepopularny i nic nie wskazywało, że to się zmieni. Więc nigdy nie graliśmy punk-rocka aby stać się sławnymi. Ludzie używają teraz zwrotu “post-punk” co jest najgorszą etykietką jaką mogą nam przykleić. Myśle, że to dlatego, że teraz jesteśmy dużym zespołem, bo zarabiamy dużo pieniędzy. Mówią, że staliśmy się zbędni, że już nie jesteśmy punkami. Ale wtedy mówię im tak: ‘możecie pozbawić nas punk-rockowego środowiska, ale nigdy nie uda wam się wyplewić punk-rocka z naszego wnętrza’ wiecie co mam na myśli?”
Punk-rock się sprzedał. Każdy zespół, który sprzedał choć jedno nagranie zmaga się z tymi samymi zarzutami swych hard-core’owych fanów. W sprawie przejścia Green Daya z Lookout do Reprise Records Billie Joe nie ma nic do ukrycia. “Chcieliśmy przejść z wytwórni niezależnej do jakiejś większej” oświadcza.” Mieliśmy ofertę od Epitaph (wytwórni wydającej Offspring [dane z roku 1996, Offspring -opóścił tą wytwórnie przyp. fender]), ale mieliśmy do wyboru: przejść do niezależnej, udającej dużą wytwórni, czy przejść do naprawdę dużej. Wybraliśmy Reprise”.
Pierwszym albumem wydanym tutaj było sprzedane w 10 milionach egzemplarzy Dookie. Kolejny był Insomniac, którego liczba sprzedanych kopii nigdy nie zbliżyła się do poprzednika. Wygląda na to, że nawet Billie nie wie dlaczego.
“Chcę mieć nagrane przynajmniej 40/50 utworów zanim zaczniemy nagrywać kolejny album. Myślę, że przerwa między wydaniem Insomniaca a kolejnej płyty będzie dłuższa niż ta którą zrobiliśmy po Dookie.”
Insomniac jest albumem dużo bardzie poważnym niż Dookie. W pewnym stopniu jest to odbicie drogi, którą podążyła Nirvana. Po niesamowitym sukcesie Nevermind przyszedł czas na mroczniejszy i trudniejszy do odbioru In Utero.
“Myślę, że In Utero dotarło do ludzi dopiero po śmierci Kurta” mowi Billie “W tekstach jest dużo wyznań - naprawdę przygnębiających, melancholicznych rzeczy. Słuchałem tego albumu na któtko przed jego śmiercią. Lubie wszystkie utwory Nirvany. Otworzyli drzwi dla wielu zespołów włącznie z Green Day’em”.
Pamiętają gdzie byli gdy dowiedzieli się o śmierci Kurta?
“Rozmawialiśmy o teledysku do Bascet Case” mówi bez zawachania Billie. “To był dzień po powrocie z trasy. Byliśmy w Seatle poprzedniej nocy. Ktoś powiedział nam, że popełnił samobójstwo odstrzeliwując sobie głowę, ale wciąż nie byli pewni czy to on. Mike powiedział żebyśmy wrócili do rozmowy o klipie.”
Tutaj w Australii Green Day gra dla 5000 osób. “To dużo jak na nas” mówi Billie “Myślę, że dużo lepiej słuchać nas w mniejszych miejscach. Gdybyśmy grali parę nocy dla 2000 osób, ludzie z tyłu byliby w stanie nas zobaczyć i w jakimś sensie spędzić dobrze czas. Granie dużych koncertów trochę nas rozdrażniło na ostatniej trasie po USA. bo zamieniło się to w codzienny Rolling Stones show.”
Ostatnią rzeczą jaką życzyliby sobie członkowie zespołu jest przemienienie się w jakieś gwiazdy rock’n'rolla.
Kiedy mówią o wydawaniu pieniędzy zarobionych po wydaniu Dookiego, Billie wspomina o budowie studia nagrań w swoim domu, podczas gdy Tré nabąkuje coś o zaległym oddaniu samochodu do lakiernika. A czym jeĄdzi ten punk-rockowy perkusista? “Powiedzmy, że czymś szybkim z póĄnych lat 60-tych” odpowiada Tré. Mike Dirnt jest w Green Dayu panem skarbonką “Mam kolekcję Rolexów i diamentów” kłamie basista. “Pragne znaleść największy diament jaki tylko można znaleĄć, zjeść go i na drugi dzień wygrzebać z własnego gówna”
Sprośne? To nic w porównaniu do tego co zmajstrowali członkowie zespołu w Wigan w 1991.
“Zrobiliśmy Jasełka” mówi Billie z szyderczym uśmiechem. “Powiedzieliśmy publice żeby usiedli na podłodze. Tré był dziewicą Maryją, Mike św. Mikołajem i narratorem a ja byłem schizofremicznie Trzema Królami.” “I był tam nasz przyjaciel Shaun, który miał długą brodę jak Jezus” dodaje Tré. “Wychodził z pomiędzy moich nóg sikając kechupem imitującym krew na całe moje Maryjne ubranie. Rzuciliśmy także publiczność łożyskiem, które zrobiliśmy z sosu pomidorowego i puddingu.”
W trakcie tej niewiarygodnej opowieści podszedł do nas kelner przynosząc zamówienie. Tré zaczął wrzeszczeć niczym zdezorientowana europejska dziewczyna: “Kawa! Kawa!” po czym zaczął gwałtownie stukać w stuł. Szklanki i spodki zaczęły niebezpiecznie podskakiwać. Potem jakby nigdy nic wylał kawę prosto na podłogę. Ten gość to chodząca encyklopedia komizmu. Pewnie dlatego Mike niedawno wysłał książkę o komiĄmie Green Daya napisaną i ilustrowaną przez fana. Ale są granice jak dowodzi Billie Joe. “Rola w Simpsonach? Zostawiam to dla Red Hot Chilli Peppers” mówi. “To zabawne, ale nie chcę się w ten sposób reklamować.
Tak, Green Day są sobą. Ich płyty rozchodzą się jak świeże bułeczki, ale chłopaki ciągle są punk-rockerami. Gwiazdy filmu, czy muzyki którzy chcieliby się zadawać z tym małym zespołem który sprzedał tony płyt z pewnością ujrzą środkowy palec wyciągnięty w swoim kierumku. “Nie lubie aktorów” wyjaśnia Billie Joe. ” I nienawidze muzyków, z wyjątkiem tych których już znam i tych którzy są fajni. Nie chce zostać aktorem. Jestem zniesmaczony gdy aktorzy stają się muzykami. Dobrze mi bez nich.”

Green Day Polska 2001-2012
wykonanie: ptaszynski.biz