Noc z Tré Cool’em - 1997, Sierpień Tłumaczenie: Paweł Źródło: Gibson Magazine Ten dziennikarz miał wiele okazji do rozmowy z gwiazdami światowej sławy. To rzadki przypadek gdy można naprawdę spędzać czas z gwiazdą.
Wiecie: jeść w tej samej restauracji, jechać tym samym samochodem, chodzić do tych samych klubów i rozmawiać o rzeczach całkowicie niezwiązanych z muzyką. Można by powiedzieć że
możesz przyjrzeć się osobie, a nie tylko wysłuchać mowy takiej jak w dziesiątkach innych wywiadów.
Ta okazja nadarzyła się w czasie tygodnia N.A.M.M. w Nashville. To był piątek, 12 lipca
i właśnie jechałem do Henrego Coffenhousa. Przejeżdżałem przez 4 Aleję przy sklepie z gitarami Gruha gdy zauważyłem bębny Slideranda kończone przez guru Pata Foleya z najnowszym Sliderandem Tré: Cool z Green Day’a.
Na wstępie, Tré: (A może powinienem powiedzieć pan Cool?) wydawał się bardzo miły i rozmowny. Sportowe kraciaste spodnie i wspaniała koszulka “Atari”, nie miał także nic przeciwko robieniu mu zdjęć.
Poszliśmy do Henrego po coś do picia i rozmawialiśmy o mnogości tematów, od piosenek z lat 30-stych i 50-tych, które przygotowali na następną płytę, do tych pięciu lat które spędzili mieszkając w vanie podróżując, do ich obecnego statusu punkowo/popowo/rokowych herosów. Posiadając to co najlepiej można by opisać jako krótki okres uwagi, Cool nie zagłębiał się dłużej w jakiś temat niż zdanie lub dwa.
“Rzeczy zawsze były dla mnie jak happening” powiedział pewny siebie 23 latek bez cienia
pokory. “Nagrałem moja pierwsza płytę w wieku 10 lat dal kapeli nazywającej się Lookout. Od tej kapeli powstało Lookout Records, które jest teraz znaną wytwórnią na scenie punkowej.
“Nie rozpadamy się, ale to fajnie że ludzie o nas mówią. To dobra reklama”, Tré: powiedział odnośnie plotki ze zespół mógł by się rozpaść. “Prawdę mówiąc mamy około 30 piosenek gotowych do nagrania. Do czasu gdy wejdziemy do studia będziemy pewnie mieli 50. Zrobiliśmy
Insomniac trochę inny, aby uniknąć studenckiego kryzysu i żeby ludzie nie pomyśleli że jesteśmy komercyjni. Ale nowe piosenki są chwytliwe, chwytliwe, chwytliwe!”. Trzymając się jego krótkiego okresu uwagi Tré: chciał uwolnić się z danych obietnic i szybko znaleĄć coś innego do roboty.
Pat, Tré:, i ja wskoczyliśmy do czekającej limuzyny i wyruszyliśmy okrążyć przedmieścia Nashville parę razy, gdy w miedzy czasie Tré: bawił się wszystkimi guzikami i przełącznikami oraz znaczą rozmowę z przechodzącymi pederastami.
W końcu ustaliliśmy Hard Rock Cafe jako nasz pierwszy cel podróży. wszyscy się na nas gapili gdy zajmowaliśmy miejsca wydaje mi się że to bardziej przez niebieskie włosy Tré: niż przez niego samego. Nasza kelnerka (na której plakietce z imieniem napisane było “Tall Cool One”) grała trzymając się swojej ksywki i pozostawała nie wzruszona faktem że kelnerowała komuś kogo obecna płyta sprzedała się w ponad cztero milionowym nakładzie, robiło to na Tré: wrażenie. Gdy jedliśmy nasze nachos, Tré: przemkną przez sale, aby odwiedzić nastolatków przy małym stoliku i życzyć gościowi honorowemu wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Kelnerka z tamtej sekcji podziękowała Tré: za to, że zachował się tak spoko.
Po naszej przekąsce, ruszyliśmy w dół ulicy do Wildhorse Saloon, aby złapać Carla Perkinsa. Gdy zbliżaliśmy się do tego wspaniałego przybytku, przypominający skate punk i jego sketowa dziewczyna stanęli jak wryci, gapiąc się na Tré: mrugając ze zdziwieniem. “Nie stójcie tak” powiedział Tré: ze szczerym entuzjazmem. “Uściśnijcie moja rękę i przedstawcie się, lub cos w tym stylu.” Pat i ja ośmieliliśmy się gdy Tré: zapoczątkował rozmowę. “To gość który napisał ‘Blue Suede Shoes’ prawda?” zapytał Tré: o dobiegającą muzykę “Spoko”. Nie wzruszony tym że znajdował się pomiędzy przerastającym go tłumem, Cool pozostał nadal towarzyskim sobą, przemykając przez sale rozpoczynając rozmowę z kim kolwiek, nawet z gitarzystą The Mavericks. Gdy wskazałem kamerę video Tré: udał się aby dość wiarygodnie udawać breakdancera.
Był to może pierwszy koncert Pana Perkinsa dla Wildhorse Saloon. Ja byłem zajęty filmowaniem Pana Perkinsa następnym razem gdy się odwróciłem Tré: już nie było. Najprawdopodobniej Tré: znudził się otaczającymi go ludĄmi i zmył się, nawet w obecności legendy rock’n rola. Nie zmartwiło to mnie zbytnio. Już wiele się nauczyłem z moich doświadczeń. Jedyną rzeczą której mogłem się nauczyć przez przebywanie z nim było to że nie mogłem mu dotrzymać kroku, zwłaszcza gdy noc się przedłużała. Tré:’ Cool jest wytrzymałym, żywiołowym perkusista, ale co robi z niego “gwiazdę rocka” według mnie to charyzma, musi występować (nie ważne czy będzie śpiewał sto lat czy tańczył w knajpie) i oczywiście jego niespożyta energia. Nie trzeba długo z nim przebywać żeby to odkryć.
Dzięki uprzejmości Brett Rather z Gipson Magazin
|