Artykuły

Prasa > Artykuły


Punk pod krawatem - 1994, Listopad
Źródło: Tylko Rock
Nie znam cię, ale chyba cię nienawidzę - śpiewa Billie Joe, wokalista i gitarzysta Green Day, w ‘Chump’, utworze z płyty ‘Dookie’. Postawa zaiste punkowa. Pomylisz się, jeżeli weĄmiesz jego słowa śmiertelnie poważnie. Pomylisz się, jeżeli weĄmiesz Green Day za nowe wcielenie brudnych buntowników z końca lat siedemdziesiątych.

Jakieś kilka miesięcy temu zobaczyłem tych neurotycznych chłopczyków w MTV. W jednym spośród bodaj dwóch obijających się wówczas po muzycznej antenie clipów Green Day chłopczykowie robili za pensjonariuszy oddziału zamkniętego. Spokojni, trochę przymuleni, byli doprowadzani w kaftanach bezpieczeństwa do swoich instrumentów. Dopiero uwolnieni z zadługich rękawów wygarniali w drgawkach jeden ze swoich szalonych czadów. Clip - tytułu nie pamiętam - pokazał oczywiście nieco przerysowany obraz muzyków Green Day. Ale coś w nim z prawdy było. Billie Joe oraz jego dwóch kolegów, basista Mike Dirnt i perkusista Tré Cool nie są na co dzień żadnymi zadymiarzami i zaryzykowałbym stwierdzenie, że ideologia z czasów Sex Pistols lata im koło lampasów.

Nawet nie próbuję pisać piosenek, z którymi ktoś by się miał potem identyfikować - mówi Billie Joe. Nie dba też o zjednanie sobie tak zwanych środowisk niezależnych, dla których muzycy z Green Day albo już są, albo bedą niedługo pozerami. Zresztą spokojnie - skoro nawet Johny Rotten mógł punkową rewolucję i swoje granie nazwac jedną wielką zabawą, to po co taki dwudziestodwuletni Billie ma się wspinać na barykady. Wystarczy mu kolczyk w nosie i możliwość uziemienia nadmiaru energii. Uziemienia poprzez szaleństwa na scenie, walenie z determinacją w instrument. Energii, którą tłamsi na co dzień pod tymi wszystkimi “przepraszam”. “dziękuję”, “proszę bardzo”, pod miłym uśmiechem, wurzucaniem śmieci, robieniem zakupów. Zdaję się, że pociąga go sama muzyka, nie specjalnie chce o coś konkretnego walczyć. Starzy załoganci będą zapewne oburzeni. Co jest?! punk to przecież muzyczka od zawsze zaangażowana, a tu nagle nie ma żadnego tła ideologicznego. Taki troche satanizm bez Szatana.

A jednak trudno chłopaków oskarżyć o brak szczerości i samozaparcia, skoro grają bodaj od czternastego roku życia. I to wcale nie na przyjęciach urodzinowych w ogrodzie pana profesora od matematyki. Nazywali się co prawda Sweet Children, ale pozory mylą. Mike i Billie znają się od dzieciństwa. Tré Coola spotkali trochę później. Gdy po raz pierwszy widziałem go na scenie - wspomina Billie - Tré Cool miał na sobie zwiewną spódniczkę baletnicy i czepek pływacki w stylu starej ciotki. Po przeczytaniu powyższej wypowiedzi nick już chyba nie będzie traktował tych trzech mężczyzn poważnie… Gdy mieli po jakieś siedemnaście lat, nagrali jako Green Day swój pierwszy minialbum 1000 Hours. Potem jeszcze dwie płyty dla niezależnej wytwórni Lookout: 39/Smooth i Kerplunk!. Ich pierwszy album o dużym nakładzie to Dookie. Z większych koncertów należałoby odnotować wystepy na Lollapalooza ‘94 i Woodstock ‘94. Jeszcze przed podpisanie kontraktu z Reprise zdarzyło im się grać nie tylko w Stanach, ale i Europie. Niedługo ukaże się ich nowa płyta i być może w związku z jej promocją odwiedzą ponownie stary kontynent.

Powodzenie Green Day przytacza się jako jeden z dowodów powrotu punku do łaski fanów. Tymczasem ten zespół szuka często wzorców znacznie głębiej. Na maksisinglu ‘Basket Case’, promujący ‘Dookie’, Billie i koledzy umieścili swoją wersję ‘Tired Of Waiting For You’ z repertuaru The Kinks. Ładny przeboik z dawnych czasów, w którym punku właściwie brak. Nawet w ostrych i szybkich własnych kompozycjach ‘Basket Case’ czy ‘409 In Your Coffeemaker’ jest strasznie dużo melodii i to ładnie podanych, wyśpiewanych. Przebojowe, chwytliwe piosenki z punkowym kopem do przodu. Billie nawet nie idziwnia swojego śpiewu, nie forsuje głosu - wszystko czyściutko. ‘On The Wagon’ ma w obie coś z klimatu ballad rock’n'rollowych - stonowany, spokojny utówr zagrany z wyczuciem. W wielu innych kompozycjach nie trudno doszukać się inspiracji twórczością The Beatles czy własnie wspomnianym The Kinks. Taki troche punk pod krawatem, choć tego ostatniego na szczęscie ani Billie, ani Mike czy Tré nie noszą. Chociaż kto ich tam wie…

Autor: Igor Stefanowicz


Green Day Polska 2001-2012
wykonanie: ptaszynski.biz