The Denver Post - 2001, Lipiec To dobrze, że punkowa kapela z Bay Area w tym roku nie brała udziału w Vans Warped Tour. Nie od dziś wiadomo, że najlepszym miejscem na koncerty tria z Berkeley są małe kluby ze świetną akustyką - nie zaś wielkie stadiony z kiepskim nagłośnieniem na których potrzebujesz lornetki aby dojrzeć co dzieje się na scenie. W piątkową noc na audytorium Fillmore Green Day pokazał, że punk-rock nie jest muzyką tylko dla nastolatków czy świeżo upieczonych absolwentów szkół średnich.Przeciwnie - wszyscy członkowie grupy - gitarzysta i wokalista Billie Joe Armstrong, basista Mike Dirnt i perkusista Tré Cool w przyszłym roku będą mieli po 30lat. Jednak wiek i rodziny nie wyciszyły punk-rockerow z East Bay ani odrobinę. Wywarły jednak wpływ na ich muzykę która wyrosła ponad proste trzy akordowe granie, które uprawiali na początku lat dziewiędziesiątych. Grupa jest w połowie trasy promującej ostatni krążek “Warning” która obejmuje 26 miast USA. Kapela szybko rozpoczęła występ utworem “Nice Guys Finish Last” ze swojej przedostatniej płyty “Nimrod”. Jak na grupę która była oskarżana o bycie “zbyt popową”, Green Day szybko okazał swój stosunek do najnowszych utworów. Zagrali dwie pełne energii piosenki z “Warninga”: “Castaway” i “Church on Sunday”. Następnie chłopcy zwolnili tempa za pomocą utworu zatytułowanego “Longview” który to pochodzi z najpopularniejszego albumu grupy - “Dookie”. Jednak dojrzałość jaka przychodzi z wiekiem dała się odczuć przy wykonywaniu coveru zespołu Operation Ivy, a zatytułowanego “Knowledge”. W tym momencie Billie zaczął poszukiwać wśród podnieconej publiczności “zmienników” dla siebie, Mike’a i Tré. To była Green Day’owa wersja programu “Making the Band” z wyjątkiem tego, że zmiennicy musieli umieć grać na swych instrumentach i po występie musieli spróbować stage-divingu . Po wyrazach uznania dla “zastępców” Green Day wykonał “King for a Day”.Billie Joe Armstrong który pomagał przy tworzeniu utworu “Unforgiven” na najnowszą płytę zespołu Go-Gos w koronie na głowie, dĄwigany przez wspomagających kapele muzyków grających na instrumentach dentych wykonywał tę piosenkę o byciu “zbyt kobiecym”.Green Day nie zawiódł fanów i na “liście wykonanych utworów” umieścił również również stare przeboje jak “2000 light years away. Jednak na dwu godzinnym występie zabrakło utworów tak uwielbianych przez publiczność jak “Going to Pasaqula” czy piosenka z soudtracku do filmu “Angus” “J.A.R”. Bisy zaczęły się od przejęcia na własność sceny przez Billiego. Samotnie wykonał on balladę “Time of Your Life (Good Riddance)”. Dirnt i Tré Cool weszli na scene aby pomóc Armstrongowi wykonywać tytułowy utwór z albumu “Warning”. Jednak członkowie Green Day’a są nadal na tyle młodzi aby trochę poszaleć. Po tym jak zagrali swój wielki hit “When I Come Around” pokazali swoje prawdziwe punkowe oblicze: Tré roztrzaskał swoją perkusję, by po chwili Mike cisnął swój bas na stertę utworzoną przez pozostałości sprawnego jeszcze niedawno instrumentu kolegi z zespołu. Billie podszedł bardzo blisko do głośników co spowodowało, że przenikliwy dĄwięk sprzężenia zwrotnego wypełnił całe audytorium. Namiastka perkusji powstała z rozwalonego niedawno zestawu i nowy bas dostarczony Mike’owi umożliwiły zakończenie koncertu piosenką “Macy’s Day Parade”.
|
| |